Kim był Alek?

Największy numerant na świecie – tak jednym zdaniem opisałbym Alka. Pełen sił, energii i zawsze w centrum tego co się dzieje. Jeśli myjesz rower albo samochód, on będzie stał i podawał Ci gąbkę. Jeśli nakrywasz do stołu, Alek będzie chodził krok w krok za Tobą i także nosił naczynia. Kiedy naprawiasz szafkę, chcąc nie chcąc będziesz miał pomocnika, który poda Ci śrubokręt lub młotek. Alek robił tyle hałasu, że zawsze było wiadomo gdzie jest. Od tej reguły był tylko jeden wyjątek. Kiedy robiło się cicho, był to znak, że właśnie zakrada się do doniczki z wielką juką stojącą w salonie i zaczyna… wyjadać ziemię! Kiedy miał mniej więcej roczek czy dwa latka był to jego największy przysmak. Potem polubił już inne, łatwiej strawne rzeczy 🙂

Pamiętam, kiedy raptem kilka miesięcy temu pomagałem jako wolontariusz przy zawodach kolarskich Pierścień Tysiąca Jezior. Była szósta rano, padał deszcz, a mi od niewyspania kleiły się oczy. Rozkładaliśmy wielkie dmuchane balony i czekaliśmy na pierwszych zawodników, którzy lada moment mieli wpaść na metę. Ja, zmęczony i markotny. Obok pełen wigoru Alek, ochoczo pomagający w przygotowaniach.

Nawet kiedy dopadła go choroba nie tracił pogody ducha. Kiedy jechał karetką cieszył się, że realizuje jedno ze swoich największych marzeń. Leżąc w szpitalu zawsze powtarzał „zero bolenia”, co miało oznaczać, że jest twardy i dzielnie znosi leczenie. Kiedy tylko mogłem wpadałem do niego w odwiedziny. Raz (nie wiem co mnie podkusiło) wziąłem do ręki puzzle i zacząłem układać je razem z Alkiem (przy układaniu była też siostra Weronika). Traf chciał, że nie były to jakieś tam puzzle, ale układanka z dinozaurami na 300 albo więcej elementów! Po dwóch godzinach miałem dość żmudnego łączenia ze sobą kawałków. Alkowi się jednak nie nudziło – dzielnie dobierał właściwe elementy, a kiedy któryś nie chciał pasować, wbijał je na siłę. To nic, że w miejsce zębów Tyranozaur miał oko albo ogon. Taki właśnie był mój brat 🙂